fb rss

Śmierć recenzenta

line

 

W przeciągu ostatnich kilkunastu lat pole literatury zmieniło się nie do poznania. Internet sprawił, że dotychczasowe definicje i podziały przestały być adekwatne do literackiej rzeczywistości, bo i sama rzeczywistość – i literacka, i społeczna – jest diametralnie inna od tej, do jakiej jeszcze do niedawna byliśmy przyzwyczajeni.

Wbrew przewidywaniom, śmierć autora nie miała miejsca. Wręcz przeciwnie, byliśmy i jesteśmy świadkami narodzin tysięcy autorek i autorów, którzy/które tworzą literaturę i piszą o literaturze, nie przejmując się oficjalnymi klasyfikacjami. Nastąpiła jednak śmierć recenzenta w jego elitarnej odmianie.

Jeszcze – co prawda – istnieją wydawnictwa i czasopisma literackie,  przyznawane są nagrody i dofinansowania, ale powoli tak zorganizowany literacki świat odchodzi do lamusa. Co więcej, dotychczasowe sposoby definiowania tego, co jest literaturą, a co nią nie jest, przestają obowiązywać.

 

http://www.ultramaryna.pl/pzp/

 

 

Podmywanie granic

Jednym z ciekawszych fenomenów, związanych z internetem, jest powstanie blogów. Nie są to tylko blogi osobiste, które podmywają granice literatury. Są to także tak zwane 'blogi literackie', których autorzy i autorki nie tyle i nie tylko piszą o sobie, zajmując się głównie książkami. Te blogi podmywają z kolei granice krytyki literackiej.

Regularnie czytam kilka takich blogów. Recenzje zamieszczane na ich łamach są nie tylko bardzo dobre pod względem stylistycznym, ale i nierzadko są także intrygujące, jeśli chodzi o sposób interpretacji powieści, zbiorów opowiadań czy tomików poezji. Nie do końca wiem, z czego to wynika, ale takie wpisy często są też lepsze merytorycznie od tak zwanych profesjonalnych recenzji, publikowanych na łamach poczytnych gazet i magazynów. Dodatkowo, blogerów i blogerki nie dotyczy dyktatura nowości wydawniczych, wobec czego mogą sobie pozwolić na pisanie o dziełach pokrytych kilkoma lub kilkunastoma warstwami kurzu. Nie za bardzo przejmują się też podziałem na tzw. literaturę piękną i popularną, co przysparza im dodatkowych czytelników.

Atuty blogów literackich mogą wydawać się paradoksalne, zważywszy na to, że blogerzy i blogerki za same wpisy najczęściej nie otrzymują wynagrodzenia. Nie mogą również skorzystać z pomocy redaktora w trakcie pisania i poprawiania tekstów. Wreszcie nie obowiązują ich deadline’y, chyba że narzucą je sobie sami. Warto jednak pamiętać o tym, że blogi literackie (tak jak i inne rodzaje blogów) są bardzo zróżnicowane – istnienie kilkunastu blogów, które uważam za interesujące, nie oznacza, że dziesiątki innych blogów literackich są równie ciekawe. 

 

http://direlasua.wordpress.com/

 

 

Najlepsza reklama

Blogi pisane są w osobistym stylu.  Tę ogólną ich cechę można odnaleźć również w blogach literackich. Wpisy o przeczytanych książkach są w związku z tym częścią opowieści o życiu ich autora/autorki. Choć blogerzy i blogerki przyjmują różnorodne strategie w odniesieniu do ujawniania/utajniania własnej tożsamości (część z nich pisze, używając nicka i avataru, część podpisuje teksty imieniem i nazwiskiem, i publikuje swoje zdjęcia), osobisty styl w naturalny sposób chroni ich przed iluzją obiektywizmu. (Mimo wielu naukowych debat, iluzja ta ma się nad wyraz dobrze: wierzą w nią nie tylko recenzenci czasopism kulturalnych, ale i badacze literatury).

Istnienie blogów literackich zmienia również zasady komercjalizacji recenzji. Blogerzy i blogerki nie są z niej wyłączeni, jakkolwiek lubią podkreślać, że są niezależni. Wydawcy od dawna wiedzą, że dobra recenzja to jeszcze lepsza reklama, coraz częściej zdają sobie również sprawę, że najlepsza reklama to recenzja zamieszczona na poczytnym blogu albo post na fan page’u, niekoniecznie literackim. I w tym wypadku blogerzy i blogerki wybierają różne strategie: piszą recenzje, współpracując z wydawnictwami i otrzymując od nich egzemplarze wydawnicze; zamieszczają reklamy i/lub linki do stron wydawnictw na stronach blogów; nie współpracują z wydawnictwami i nie zamieszczają reklam ani linków.

W świecie, w którym nie do końca wiadomo, co jest tekstem dziennikarskim, a co artykułem, będącym częścią strategii PR-owej firmy X albo instytucji Y, blogi literackie wydają się być dość przejrzyste pod tym względem. Na większości popularnych blogów modowych można już zapoznać się z zasadami dotyczącymi umieszczania na nich reklam – szafiarki mają osobne zakładki, w których o tym piszą. W związku  z procesem profesjonalizacji blogów zapewne stanie się to normą także w odniesieniu do blogów literackich.

 

Życie po śmieci

Choć śmierć najczęściej nie kojarzy się nam zbyt dobrze, śmierć recenzenta w jego elitarnej odmianie wydaje się prowadzić do pozytywnych zmian. Recenzje są bardziej dostępne i bardziej zróżnicowane pod względem stylistycznym i merytorycznym. Czytelnicy i czytelniczki nie muszą już mieszkać w dużych miastach i kupować „Odry”, żeby recenzje czytać, nie muszą też  kończyć polonistyki, żeby je rozumieć. Mogą natomiast poznawać teksty poświęcone książkom bardziej i mniej popularnym, starszym i młodszym, omawianym wszem i wobec, ale i tym recenzowanym tylko na łamach jednego albo dwóch blogów. Mogą wreszcie, dzięki funkcji komentarzy, dyskutować o książkach i zawierać znajomości z innymi czytelnikami. 

Ten blogerski wielogłos prowadzi również do powstania wielu ciekawych pomysłów, inicjatyw czy projektów takich jak np. założenie i prowadzenie przez blogerki piszące o literaturze niezależnego magazynu bukinistycznego Archipelag, który raz na kwartał ukazuje się w sieci. A to dopiero początek.

 

 

http://www.archipelag-magazyn.pl/